12/05/2026
Im dłużej pracuję w warsztacie, tym częściej dochodzę do wniosku, że naprawdę niewiele rzeczy jest nam potrzebnych.
Jakiś czas temu przeczytałem książkę, w której autor opisywał swoją drogę od życia w otoczeniu setek przedmiotów do skrajnego minimalizmu.
Pisał, że podczas przeprowadzki był w stanie spakować cały swój dobytek w pół godziny.
Przyznam, że mnie samemu wciąż daleko do takiego stanu.
Ale sama myśl, że posiadając mniej można prowadzić spokojniejsze i bardziej świadome życie, wydaje mi się bardzo inspirująca.
W warsztacie często myślę o tym podobnie. Do wielu prac wystarcza kilka podstawowych narzędzi.
• Strug nr 4 do uzyskania równej powierzchni.
• Stary znacznik stolarski do wytrasowania linii cięcia.
• Jeszcze starsza piła Disston, żeby wzdłuż tej linii przeciąć materiał.
I nagle okazuje się, że niczego więcej naprawdę nie potrzeba.
Znaczna część moich narzędzi pochodzi z drugiej ręki.
Służyły komuś przez wiele lat, a dziś - po lekkim odnowieniu - nadal dobrze wykonują swoją pracę.
Lubię tę myśl - że rzeczy mogą starzeć się godnie. Że nie wszystko trzeba wymieniać tylko dlatego, że pojawiło się coś nowego.
🌿Coraz częściej mam wrażenie, że cała reszta sprowadza się do umiejętności powiedzenia sobie:„Nie potrzebuję tego.”
Bo nowa rzecz - czy to w warsztacie, czy w codziennym życiu - nie sprawia automatycznie, że stajemy się lepsi, bardziej uważni albo szczęśliwsi.
Z czasem zacząłem zauważać, że im mniej rzeczy wokół mnie, tym łatwiej skupić się na tym, co naprawdę ważne. I może właśnie dlatego tak bliska jest mi japońska estetyka prostoty - bo nie próbuje wypełniać każdej przestrzeni, lecz pozwala rzeczom oddychać.
Coraz częściej odkrywam też, że mniej nie oznacza braku. Czasami oznacza większy spokój.
💬 A jak jest u Was — zdarza się Wam czuć, że nadmiar rzeczy zaczyna odbierać przestrzeń i spokój?