17/08/2026
🇵🇱
Nasza wakacyjna wyprawa do Kopalni Uranu Podgórze
Nie planowaliśmy tego urlopu po to, żeby szukać uranu.
Mieliśmy po prostu odpocząć, nacieszyć się Karkonoszami, pobyć razem i na chwilę odłożyć codzienność na bok. Jak to zwykle bywa, nasze plany długo nie wytrzymały kontaktu z rzeczywistością. Tym razem ciekawość zaprowadziła nas do miejsca, o którym trudno zapomnieć.
Podczas naszego urlopu odwiedziliśmy Kopalnię Podgórze w Kowarach, jedną z najciekawszych pamiątek po dawnym górnictwie uranu w Karkonoszach.
I już po kilku pierwszych krokach pod ziemią wiedzieliśmy, że będzie to jedna z tych historii, które po prostu trzeba później opowiedzieć.
Bo Podgórze nie jest miejscem, które ogląda się przez szybę autobusu, przechodzi w piętnaście minut i robi jedno zdjęcie na pamiątkę. Tutaj trzeba zejść pod ziemię. Zostawić za sobą światło, letni krajobraz Karkonoszy i gwar turystów. A potem wejść w ciemność, która ma swoją własną historię.
Historia tego miejsca sięga znacznie dalej, niż mogłoby się wydawać.
W 1950 roku w rejonie Podgórza rozpoczęto wydobycie rud uranu. Kopalnia działała do 1958 roku i była częścią Zakładów Przemysłowych R-1.
W tamtym czasie uran miał ogromne znaczenie strategiczne, a działalność kopalni objęta była ścisłą tajemnicą.
Dzisiaj brzmi to niemal jak scenariusz filmu szpiegowskiego.
Tyle że tutaj nie ma scenografii. Są prawdziwe chodniki, prawdziwe wyrobiska i prawdziwe ślady ludzi, którzy pracowali pod ziemią.
W ciągu kilku lat powstała sieć około 40 kilometrów wyrobisk, a prace prowadzono na wielu poziomach, schodząc na głębokość około 660 metrów.
I właśnie te liczby zaczynają robić wrażenie dopiero wtedy, kiedy człowiek znajdzie się w środku.
Bo 40 kilometrów na kartce papieru to tylko liczba. Kilka metrów prawdziwego podziemnego chodnika potrafi już zupełnie zmienić perspektywę.
Kopalnia zakończyła działalność w 1958 roku, ale Podgórze nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa.
W późniejszych latach część podziemnych wyrobisk wykorzystano w zupełnie innym celu. W latach 1974–1989 działało tutaj podziemne inhalatorium radonowe.
Dziś miejsce to funkcjonuje jako atrakcja turystyczna, pozwalająca zobaczyć fragment autentycznych podziemi dawnej kopalni.
I to właśnie autentyczność robi tutaj największe wrażenie.
Nie mamy poczucia, że ktoś zbudował dekorację udającą kopalnię.To kopalnia. Prawdziwa. Z jej chłodem, wilgocią, ciemnością i charakterystycznym zapachem podziemi.
Mieliśmy również ogromne szczęście do przewodnika.
Po Podgórzu oprowadzał nas Marcin Krypner
I tutaj naprawdę należą mu się osobne słowa.
Marcin nie ograniczył się do pokazania nam kolejnych chodników i opowiedzenia kilku dat. On sprawił, że zaczęliśmy sobie wyobrażać ludzi, którzy kiedyś tutaj pracowali.
Górników schodzących pod ziemię. Codzienną ciężką pracę. Hałas maszyn. Ciemność. I świadomość, że miejsce, które dla nas jest dzisiaj fascynującą podróżą w przeszłość, dla innych było kiedyś po prostu miejscem pracy.
To właśnie dobrzy przewodnicy robią najlepiej.
Nie tylko pokazują miejsce.
Sprawiają, że zaczynamy je widzieć.
A Magdalena Zieba i Elżbieta Zięba zadbały o resztę.
Nie moglibyśmy oczywiście pominąć naszych kuzynek, Magdy i Eli.
To one zadbały o to, żeby nasza wizyta wyglądała trochę inaczej niż zwykła wycieczka.
Można powiedzieć, że potraktowały nas jak VIP-ów.
I znając rodzinę, wiemy, że nie było w tym ani grama przesady.
Dzięki nim czuliśmy się naprawdę wyjątkowo zaopiekowani, a cała wizyta miała ten szczególny, rodzinny charakter, którego nie da się kupić biletem w kasie.
Nasza wyprawa miała jeszcze jeden piękny moment.
Wśród nas była Hanka, która właśnie obchodziła swoje URODZINY. Marcin podarował jej kryształ górski.
I trzeba przyznać, że mina Hanki powiedziała wszystko.
Była absolutnie zachwycona.
Bo trudno o bardziej wyjątkową pamiątkę z takiego miejsca niż naturalny kryształ, podarowany właśnie podczas wizyty w podziemnej kopalni w Karkonoszach.
Taki prezent nie ląduje po kilku dniach zapomniany w szufladzie. Dostaje własną historię.
Kiedy Hanka spojrzy na niego za kilka lat, będzie pamiętała nie tylko swoje urodziny, ale również ten konkretny dzień, tę wyprawę, ludzi, z którymi ją spędziła, i pewnego przewodnika o imieniu Marcin.
Pod ziemią znaleźliśmy jeszcze jedną ciekawostkę
Podczas zwiedzania można zobaczyć między innymi wystawę szkła uranowego.
I tutaj natura oraz chemia robią swoje małe przedstawienie.
Szkło, które w normalnym świetle może wyglądać całkiem niepozornie, pod światłem UV zaczyna charakterystycznie fluorescencyjnie świecić.
To jeden z tych momentów, kiedy człowiek patrzy i przez chwilę myśli:
„Naprawdę to jest tutaj?”
Tak.
W prawdziwej dawnej kopalni uranu. Dlaczego właśnie takie miejsca lubimy?
Kto zna Antiquoholics od dawna, ten wie, że uwielbiamy rzeczy, które mają za sobą historię.
Stary zegarek nie jest dla nas tylko zegarkiem.
Przedmiot z przeszłości nie jest tylko przedmiotem.
Zawsze interesuje nas to, kto go miał, gdzie był, co widział i jaką historię można z nim związać.
I chyba dlatego Podgórze tak bardzo przypadło nam do gustu.
Bo tutaj historia jest wszędzie.
W skałach.
W starych chodnikach.
W narzędziach.
W opowieściach przewodnika.
W śladach dawnej pracy.
I w tej niezwykłej ciszy, która panuje pod ziemią.
Tego dnia nie znaleźliśmy żadnego Rolexa. Nie było Pateka. Nie było AP.
Był za to uran, stara kopalnia, kryształ górski dla solenizantki i historia, którą zabraliśmy ze sobą z Karkonoszy.
I wiecie co?
To była jedna z najlepszych pamiątek z naszego urlopu.
Wracamy więc do Was z naładowanymi bateriami i głowami pełnymi nowych historii.
A ta z Podgórza jest dopiero początkiem.
🇬🇧
Our summer visit to the Podgórze Uranium Mine.
We didn’t set off on this holiday looking for uranium.
We simply wanted to relax, enjoy the Karkonosze Mountains, spend some time together and put everyday life aside for a little while. As is usually the case, our plans didn’t survive very long once they met reality. This time, curiosity led us somewhere we won’t easily forget.
During our holiday, we visited the Podgórze Uranium Mine in Kowary, one of the most fascinating reminders of the region’s uranium-mining past.
And after just a few steps underground, we knew this was going to be one of those stories we would have to share.
Because Podgórze isn’t somewhere you simply look at through a coach window, walk around for fifteen minutes and take a photograph for the sake of it. Here, you have to go underground. Leave behind the daylight, the summer landscape of the Karkonosze and the noise of the tourists. Then you enter the darkness, and the darkness has a history of its own.
Kowary, uranium and a history that was kept quiet for years
The story of this place goes back much further than you might imagine.
In 1950, uranium ore mining began in the Podgórze area. The mine operated until 1958 and was part of the R-1 Industrial Complex.
At the time, uranium was of enormous strategic importance, and the activities of the mine were surrounded by strict secrecy.
Today, it sounds almost like the plot of a Cold War spy film.
Except there is no film set here. There are real tunnels, real workings and the very real traces of the people who once worked underground.
Over just a few years, a network of around 40 kilometres of workings was created, with mining carried out across numerous levels, reaching depths of approximately 660 metres.
And those figures only really begin to mean something once you are standing down there yourself.
Forty kilometres on a sheet of paper is just a number.
A few metres inside a genuine underground tunnel can completely change your perspective.
The mine closed in 1958, but Podgórze had not yet said its final word.
In later years, some of the underground workings were put to a completely different use. Between 1974 and 1989, an underground radon inhalation facility operated here.
Today, the site is open to visitors, allowing people to explore part of the authentic underground workings of the former mine.
And it is that authenticity that makes the greatest impression.
There is no feeling that someone has simply built a set pretending to be a mine.
It is a mine.
A real one.
With its coldness, damp air, darkness and unmistakable underground atmosphere.
Our guide, the man who can bring the rocks to life
We were also incredibly lucky with our guide.
We were shown around Podgórze by Marcin Krypner
And he genuinely deserves a few words of his own.
Marcin didn’t simply take us from one tunnel to another and recite a few dates. He made us imagine the people who once worked here.
The miners heading underground. The hard physical work. The noise of the machinery. The darkness. And the knowledge that a place which is now a fascinating journey into the past was, for others, simply their workplace.
That is what a truly good guide does best.
They don’t simply show you a place.
They make you see it.
And Magda and Ela took care of the rest
We simply couldn’t leave out our cousins, Magda and Ela.
They made sure our visit was a little different from that of an ordinary group of tourists.
You could say they treated us like VIPs.
And knowing our family, there wasn’t a hint of exaggeration in that.
Thanks to them, we felt genuinely looked after, and the whole visit had that special family touch that you simply cannot buy with a ticket at the entrance.
Our trip had one more beautiful moment.
Among us was Hanka, who was celebrating her birthday.
Marcin had prepared a little surprise for her.
He gave her a quartz crystal as a birthday present.
And we have to admit, Hanka’s face said everything.
She was absolutely delighted.
It would be hard to imagine a more fitting souvenir from such a place than a natural crystal, given to her during a visit deep underground in the Karkonosze Mountains.
A gift like that doesn’t simply end up forgotten in a drawer a few days later.
It acquires its own story.
Years from now, when Hanka looks at it, she’ll remember not only her birthday, but that particular day, that adventure, the people she shared it with and a certain guide called Marcin.
We found another little curiosity underground
During the tour, you can also see an exhibition of uranium glass.
And this is where nature and chemistry put on their own little show.
Glass which can look completely ordinary in normal light begins to fluoresce under UV light, revealing that unmistakable glow.
It is one of those moments when you look at it and, for a second, think:
“Is that really here?”
Yes.
Inside a genuine former uranium mine.
Why do we love places like this?
Those of you who have known Antiquoholics for a long time will know that we love things with a history.
An old watch is never just a watch to us.
An object from the past is never simply an object.
We are always interested in who owned it, where it has been, what it has seen and what story can be attached to it.
And perhaps that is why Podgórze appealed to us so much.
Because history is everywhere here.
In the rock.
In the old tunnels.
In the tools.
In the stories told by the guide.
In the traces of the work that once took place here.
And in that extraordinary silence beneath the earth.
That day, we didn’t find a Rolex.
There was no Patek.
No AP.
Instead, there was uranium, an old mine, a quartz crystal for the birthday girl and a story that we brought home with us from the Karkonosze Mountains.
And you know what?
It was one of the best souvenirs of our holiday.
So we’re back with fully recharged batteries and our heads full of new stories.
And this story from Podgórze is only the beginning.