19/08/2026
Zapomniane owoce z drzew i krzewów
Dawne, rodzime owoce przez wieki stanowiły fundament polskiej spiżarni, będąc podstawą unikalnych konfitur, soków i regionalnych medykamentów. Z czasem jednak ta bogata tradycja kulinarna zaczęła zanikać, ustępując miejsca masowo importowanym, egzotycznym gatunkom o powtarzalnym smaku. Ulegając wygodzie i całorocznej dostępności zagranicznych produktów, bezpowrotnie tracimy pamięć o unikalnych owocach i ich aromacie oraz smaku, które przez pokolenia definiowały tożsamość naszej narodowej kuchni.
Należy do nich niewątpliwie czerwona jarzębina (jarząb pospolity) kolejny fundamentalny owoc w historii polskiej kuchni i medycynie ludowej, który dziś niesłusznie traktujemy wyłącznie jako jesienną ozdobę. W dawnej Polsce – od czasów wczesnosłowiańskich, przez wieki szlacheckie, aż po 20.lecie międzywojenne – te jaskrawe, koralowe grona były niezwykle cennym surowcem. Jarzębina, rosnąca powszechnie na skrajach lasów, miedzach i w przydomowych zagrodach, stanowiła dla naszych przodków jedno z najważniejszych, obok dzikiej róży, źródeł witaminy C i flawonoidów na nadchodzącą zimę.
Teraz chwast ruderalny, kiedyś surowiec medyczny polskiej wsi
Przez wieki drobne, lśniące, fioletowoczarne jagody bzu (zwane na wsiach hyćką lub bziną) były jednym z najważniejszych surowców spożywczych i medycznych polskiej wsi. Wierzono, że w korzeniach bzu mieszkają opiekuńcze duchy domowe, dlatego wycięcie krzewu rosnącego przy chacie bez ważnego powodu miało sprowadzać na rodzinę nieszczęście i chorobę. Kiedy jesienią baldachy uginały się pod ciężarem czarnych jagód, całe wsie ruszały na zbiory. Z owoców gotowano gęste, ciemne powidła, soki oraz specyficzną, pożywną zupę bzową, którą podawano z zacierkami w okresie jesiennych chłodów.
Ulubiony w polskiej kuchni i medycynie ludowej
Głóg - ciernisty krzew, porastający miedze i skraje lasów - rodzi jesienią małe, mączyste owoce o krwistoczerwonej barwie. W dawnej Polsce – od czasów średniowiecza – głóg, nazywany na wsiach jagołką, babiną lub cierniem białym, stanowił stały element jesiennego krajobrazu i domowych spiżarni, zwłaszcza na terenach Podkarpacia i dawnej Galicji. Na wsiach zbierano je masowo po pierwszych przymrozkach, kiedy niska temperatura zmieniała strukturę skrobi w cukry proste, sprawiając, że owoce stawały się miękkie i znacznie słodsze. Głóg był niezwykle ceniony jako naturalna baza do gęstych, przecieranych powideł, galaretek (ma w sobie bardzo dużo pektyn) oraz jako dodatek wzbogacający smak dzikich win i domowych octów.
O tych ciekawych - kulinarnych - historiach, w cotygodniowej audycji „Kulinarne pogaduchy” w Polskim Radio Rzeszów, rozmawiają jej autorzy: Krzysztof Zieliński, znawca historii nie tylko regionalnych kulinariów i redaktor Ewa Niedziałek-Szeliga.
Kulinarne pogaduchy • Dawne, rodzime owoce były ważnym elementem polskiej kuchni i medycyny ludowej. Dziś wiele z nich popadło w zapomnienie, choć jarzębina, bez czarny czy głóg wciąż kryją wyjątkowe walory smakowe i bogatą historię.