17/12/2024
Ostatnie miesiące były dla mnie bardzo pracowite. Owszem, ceramicznie, ale w formie usługowej, a nie produktowej, czyli jako prowadzącej warsztaty, gdzie jest się dla ludzi i ich prac, a nie tworzącej własną ceramikę, gdzie jest się dla siebie i swoich prac.
I chociaż czułam ogromną wdzięczność za te wszystkie warsztaty, bo lubię ludzi, mam ich ciekawość, a w prowadzeniu takich zajęć czuję się już bardzo swobodnie, to kilka dni temu poczułam się bardzo zmęczona i to nie tylko fizycznie. Wsłuchałam się w to i zrozumiałam, że moje ciało przypomniało mi, po co założyłam swoją pracownię - żeby tworzyć i spędzać coraz więcej czasu ze sobą i swoimi pomysłami, żeby kreować.
Większość życia zawodowego pracuję z ludźmi i dla ludzi, ale kilka lat temu poczułam mocno, że chcę pracować głównie z samą sobą, że to jest moja prawdziwa natura. Że proces tworzenia/ kreowania sprawia mi największą frajdę i w nim chcę się zanurzyć. Zrozumiałam to, gdy przez 12 lat wymyślałam dla dzieci modele z klocków i mi się to nigdy nie znudziło, bo tworzyłam, bo przekraczałam swoje schematy myślowe, bo kreowałam. I właśnie ten proces przekraczania moich własnych barier kreatywności był dla mnie najbardziej ekscytujący i inspirujący. A każdy w ten sposób powstały model był jak narodziny własnego dziecka - napawał mnie radością i dumą.
Chcę nadal dawać ludziom coś od siebie, ale już coraz mniej siebie. Dlatego mam dziś urodzinowe postanowienie, żeby w pracy trzymać ten balans, nie zapominać o swoim i jeszcze skuteczniej dążyć do pierwotnie obranego celu.
---
A warsztatów było tyle, że nie zdążyłam z wypromowaniem kubków, które miały być na święta. Nie byłam już w stanie. Będę je zatem pokazywać na spokojnie po. Widocznie mają się sprzedawać w innym, nieświątecznym trybie...
A póki co wrzuciłam do sklepu tylko jeden z nich - moim zdaniem do użycia głównie przez osoby leworęczne (bo tak się ułożyło ucho przy jego lepieniu).