25/03/2026
Architektura (nie)doskonała, czyli o kuchni w bloku z lat 60.
W samym centrum Białegostoku, w sąsiedztwie Pałacu Branickich, znajduje się osiedle, gdzie można natknąć się na starą, choć już nieczynną fontannę, która przypomina o dawnej dbałości o wspólną przestrzeń.
Bloki z tamtej dekady to urbanistyczny paradoks: z jednej strony mamy to, za czym w nowym budownictwie tęsknimy – ludzką skalę, oddech między budynkami i mnóstwo zieleni. Jednak kiedy przekraczamy próg mieszkania, sielanka ustępuje miejsca twardej rzeczywistości. Mały metraż, krzywe ściany zdające się nie znać pojęcia kąta prostego i instalacje gazowe, których skrzynki wyrastają w najmniej oczekiwanych miejscach. W tym konkretnym przypadku musieliśmy zmierzyć się też z nisko osadzonymi oknami i ścianami konstrukcyjnymi, które skutecznie studziły zapał do otwierania kuchni na salon.
Projektowanie w takiej materii to nieustanny dialog z ograniczeniami. Zamiast z nimi walczyć, staraliśmy się je oswoić. Rytm frontów nawiązuje do graficznego układu elewacji budynku, a drewno dodaje wnętrzu przytulności. Trochę w kontrze do surowej bryły bloku, postanowiliśmy wprowadzić idylliczny, rustykalny klimat. Elementem, który spaja tę koncepcję, jest mebel stylizowany na babciny kredens – to on nadaje kuchni domowego ciepła i sprawia, że nowoczesna funkcja zyskuje sentymentalny, ludzki wymiar.
Nawet w trudnym i nieustępliwym układzie można stworzyć funkcjonalną, a zarazem kojącą zmysły przystań. Dom to w końcu nasze najważniejsze miejsce – prywatna enklawa, która ma nas wspierać i wyciszać, a nie przytłaczać swoją historią czy błędami budownictwa sprzed dekad. Tylko w tak przygotowanym otoczeniu możemy poczuć się naprawdę u siebie.
Ciekaw jestem, jak Wy odnajdujecie się w takich miejscach? Wolicie klimat starych osiedli z ich zielenią i historią, czy jednak nowe budownictwo, które od początku wybacza mniej błędów projektowych?