01/09/2026
Rozmyje się kiedyś ten obraz.
Na razie trzymam się tego, co było- wody, słońca, lasu, ciepłych wieczorów.
Dziś już inaczej- nerwowy poranek, klasa na samej górze (zadyszka i myśl, że trzeba będzie wysyłać Jankę 10 minut szybciej), uważne spojrzenia, obserwacje, myśli, a za nimi oceny- tego nie lubię najbardziej.
Potem do kościoła- zadośćuczynić.
I wolne do wieczora- więc kawa, lody, kupowanie butów.
I tak zastanawiam się między tym- kiedy przestałam lubić szkołę? Co jest w niej takiego, że zamiast radości i ekscytacji jest napięcie? Czy to tylko ja? Czy są szkoły, do których uczniowie i mamy wracają lekko? Czy zaczęłam nie lubić, bo więcej widzę? A może dlatego, że wszystko się zmieniło a szkoła nie… dwa niepasujące do siebie światy- rzeczywistość i system szkolny.
O czym będę teraz dużo myśleć? O życzliwości, empatii i wzajemnym zrozumieniu.
Jak co roku.