12/06/2026
Siedzę sobie dzisiaj w zaciszu pracowni. Dokładnie tak samo jak wczoraj, przedwczoraj, 5, 7, 20, 100 czy 4000 dni temu. Robię meble, czas płynie swoim rytmem i nagle odkrywam, że Facebook nie działa. Po prostu leży.
Dzisiejsza awaria serwerów Mety, choć bardzo krótka, spowodowała, że naszła mnie taka refleksja.
Pomyślałam sobie, że na ten nasz mały cyfrowy światek padł właśnie blady strach. Wyobraziłam sobie tych wszystkich ludzi, którzy na co dzień wiją się jak węgorze, żeby zdobyć trochę lajków, uszczknąć gram atencji albo wydrzeć algorytmowi klienta. Nagle wszyscy zbledli i stanęli przed ścianą z pytaniem: co teraz? Co dalej?
Mój Facebook w zasadzie już nie istnieje, a ja w tym całym zamieszaniu poczułam niesamowity komfort. Bo od bardzo długiego czasu mam ten luksus, że moim głównym źródłem zleceń są ludzie z polecenia i klienci, którzy do mnie wracają. To jest tak gigantyczny spokój, że żadna awaria nie jest w stanie tego zachwiać. Cieszę się, że nie muszę już pędzić za algorytmem, bo mam moich cudownych, stałych klientów.
Jedyne, czego zrobiło mi się trochę żal, to zdjęć i kontaktów do ludzi – bo przecież nie do wszystkich mam numery telefonów i to byłaby chyba największa strata. Całe szczęście, że chociaż zdjęcia mam zabezpieczone na zewnętrznym dysku i w chmurze.
Pierwszy raz w moim zawodowym życiu miałam takie poczucie, że absolutnie nie mam się czym stresować. I myślę sobie, że ta powolna agonia Facebooka tak naprawdę wyjdzie nam z czasem na dobre. Bo może w końcu wrócimy do normalnych relacji, do realnego świata, do miejsc i do ludzi, a nie do wiecznych algorytmów.
I żeby nie było – ja też kiedyś pędziłam w tym wirze. Ale dziś cieszę się, że moja ciężka praca przez te wszystkie lata przyprowadziła mnie dokładnie w to miejsce, w którym jestem teraz.
Oczywiście, że będę wciąż wrzucać tu posty. W tej chwili traktuję to miejsce już bardziej jako swój własny pamiętnik, jako miejsce, w którym piszę cały ten mój meblowy serial. I chyba jak każdy, kto robi rzeczy artystyczno-rzemieślnicze, po prostu lubię myśleć, że to, co tworzę, komuś się podoba.
Po prostu miło jest tu być na własnych zasadach.
P.S. Zdjęcie dla przyciągnięcia uwagi. Macie tu typowy międzyczas (troszkę podrasowany😉).