22/08/2026
Dziś przychodzę do Was z pewną rozkminką, bo chociaż staram się być wyrozumiała, to chyba właśnie przekroczyłam granicę pojmowania świata.
Doczekaliśmy się. Mamy w Polsce nowe sanktuarium, przed którym naród składa pokłony z pokorą, jakiej nie widziano od czasów dostaw papieru toaletowego w PRL-u. Oto ON: Butelkomat. Nowy ołtarz recyklingu, przy którym wszyscy jesteśmy równi, choć niektórzy są wybitnie mniej zwrotni.
Stoisz człowieku pod tą nową „ścianą płaczu”, obwieszony jak wielbłąd na Jedwabnym Szlaku — torby, siatki, worki na śmieci, a bardziej ambitni przywożą całe kartony po telewizorach napakowane butelkami PET. Wszystko po to, by odzyskać swoje upragnione, wywalczone w pocie czoła 50 groszy od sztuki. Respekt.
Ale ludzie, na Boga! Czy zasady ruchu pieszego i zwykłej logiki wyparowały razem z kaucją?
Oto sytuacja z dziś. Zamiast ustawić się grzecznie wzdłuż ściany budynku — jak na cywilizowanych wyznawców plastiku przystało — pielgrzymka postanowiła wywinąć uroczy „wężyk” z tobołami prosto przez środek wjazdu na parking. I tak się złożyło, że ten uroczy wianek z ludzkich ciał i gniecionych puszek uwił się dokładnie za tyłkiem mojego samochodu.
Pakuję swój zadek do fotela, odpalam silnik, wrzucam wsteczny i wchodzę w tryb oczekiwania. Myślę sobie: „Przecież widzą, że auto odpala, za chwilę pójdą po rozum do głowy i się przesuną”.
Próżna moja nadzieja.
Patrzę w lusterko: kolejeczka nie tylko nie topnieje, ale przybywa nowych wyznawców. Stoją jak te posągi z Wyspy Wielkanocnej, wpatrzeni w otwór butelkomatu z religijnym natchnieniem. Pytanie: czy ktoś się ruszył? Choćby o centymetr? A gdzie tam! Pokora wobec maszyny wyłączyła w nich instynkt samozachowawczy.
W mojej głowie pojawiła się jedyna słuszna myśl: Wsteczny, gaz do dechy i heja!
Niestety, przed spektakularnym taranowaniem powstrzymała mnie jedynie pobieżna znajomość Kodeksu Karnego i wizja braku widzeń w więzieniu.
Pozostało mi jedyne rozsądne wyjście: poczekać, aż dwa sąsiednie auta wyjadą i rozpocząć osiedlową gimnastykę. Przód, tył, przód, tył, kierownica w lewo i w prawo na milimetry, byle tylko tych szlachetnych posągów w kolejce do świątyni nawet nie tyrpnąć zderzakiem...
Ehhh. Ja rozumiem walkę o planetę i parę groszy w portfelu, ale mam jedno proste pytanie techniczne na przyszłość: czy następnym razem z naszych bagażników i tyłków samochodów robimy po prostu poczekalnię, czy od razu wjeżdżamy w ten wężyk i robimy z nich garaże?
Bo na rozsądek chyba nie mam już co liczyć.
Tudzież życzę Wam miłego, spokojnego i wolnego od parkingowych pielgrzymek weekendu! Trzymajcie nerwy na wodzy (albo chociaż pamiętajcie o Kodeksie Karnym)! ✌️😊