18/12/2025
17 grudnia
DZIEŃ BEZ PRZEKLEŃSTW
( )
Przekleństwa i wulgaryzmy są prawdopodobnie tak stare jak… ludzka mowa – zmieniał tylko temat naruszanego „tabu”: imiona bogów, seksualność, brud, fizjologia... Dla miłośników historii grzebanie w źródłach i przemianach „brzydkich wyrazów” to fascynująca podróż po zmianach obyczajów, ewolucji norm społecznych czy granic tolerancji.
Potraktujmy więc temat , czyli wybierając 3 ujęcia:
1️⃣ WULGARYZMY vs PRZEKLEŃSTWA
Tak naprawdę, ten podział jest kluczowy, bo „brzydkie słowa” generalnie wyrastają z dwóch podstawowych fundamentów – przeklinania kogoś, czyli nakładania na niego klątwy albo przekraczania granic obsceniczności, społecznej normy obyczajowej.
Klątwy, czyli wypowiadanie życzenia „niech ci się stanie coś złego” przez wiele wieków były traktowane serio – wynikały z wiary magię i siłę sprawczą słowa. W wielu społeczeństwach było zresztą karane. Powiedzenie komuś "idź do diabła" dziś jest wyrazem złości, ale wiele lat temu powstało jako realna próbą skazania czyjejś duszy na potępienie. Podobnie z "niech cię piorun trzaśnie". Stąd w dzisiejszych przekleństwach tak duża ilość nawiązań do chorób – „cholera!” „niech cię cholera!” czy „zaraza!” to nic innego jak echo niegdysiejszego „"oby cię cholera/zaraza wzięła" (a pamiętajmy, że większość chorób była nieuleczalna, więc de facto było to życzenie śmierci).
🧐 1: Zabawne, ale życząc komuś jak najgorzej, często złorzeczący stosował eufemizmy, które miały jego samego chronić przed magią słów i przywołaniem Zła. Mówiono więc "niech cię licho porwie!" zamiast "diabeł", bo po co kusić los, jeśli nie jest się pewnym, kogo przywołana moc ostatecznie porwie 😁
Od najdawniejszych czasów zresztą niedozwolone było przywoływanie bogów czy bóstw – czyli nawet wypowiadanie na głos ich imienia. Stąd mamy dziś w repertuarze bluzgów (od "bluźnierstw"!) frazy typu „O Matko Boska”, „Chryste Panie” czy „Jezu Chryste”. Co ciekawe należą dziś zdecydowanie do tych lżejszych „brzydkich słów”, choć przed wiekami wręcz przeciwnie – uchodziły za najbardziej gorszące, bluźniercze i często były ciężko karane, np. chłostą. Podobne źródło mają „na rany Chrystusa”, „rany boskie!” czy wyewoluowałe z nich „o rany!”. Nawet bardzo dziś łagodnie brzmiące "psia krew" czy „psia jucha" były potężnymi bluźnierstwami – sugerowały, że krew Chrystusa jest równa krwi zwierzęcia.
Kolejną kategorią są słowa związane z seksualnością, która zawsze była (choć w różnych czasach w różnym stopniu i przede wszystkim w różnych obszarach) jakimś tabu, więc słowa z nią związane były niedozwolone. Z tych „zakazanych” z czasem przetransformowały się w bardziej ogólne i uniwersalne „mocne” słowa używane w sytuacji dużych emocji. Co ciekawe, zarówno „moc” jak i znaczenie wielu takich wulgaryzmów zmieniało się w czasie. Część z nich bywała wcześniej zwykłym, opisowym słownictwem - przykładowo łacińskie słowo „p***s”, czyli określenie na męskie genitalia, pierwotnie znaczyło „ogon”.
🧐 2: Królowa polskich wulgaryzmów, czyli „słowo na K” wywodzi się jeszcze z języka prasłowiańskiego i pierwotnie oznaczało kobietę niezamężną, prowadzącą rozwiązły tryb życia, ale nie było obraźliwe! To dopiero zmiana norm społecznych przesunęła granicę tego, co tolerowane w zachowaniu, a co za tym idzie przesunęła znaczenie tego słowa do grupy obelżywych. Co zabawniejsze, jeszcze bardziej uwłaczającym określeniem niż kobiety „k…ą”, stało się szybko nazwanie mężczyzny „k…wim synem” (dziś „sk….nem”) - w dokumentach sądowych z XV-XVI wieku pojawia się z tego powodu mnóstwo procesów o zniesławienie, była to jedna z najcięższych obelg dla honoru szlacheckiego. Zupełnie niedawno, bo dopiero w XX wieku (a zwłaszcza w PRL i po 1989) słowo to oderwało się od pierwotnego znaczenia i rozpoczęło „samodzielną karierę” jako bluzg. Uległo przy tym tak daleko idącej inflacji, że stało się "przecinkiem" – słowem fatycznym, które często nie niesie już treści obraźliwej, a jedynie służy podtrzymaniu emocji czy (w pewnych środowiskach) płynności mowy.
Inne przykłady desemantyzacji (czyli procesu, w którym słowo traci swoje pierwotne, konkretne znaczenie, stając się jedynie nośnikiem emocji lub "wypełniaczem" to choćby:
K***S - Od elegancji do obelgi. Dawne, konkretne znaczenie – zupełnie niewinne: w staropolszczyźnie, aż do XIX wieku, "k***s" był ozdobnym elementem pasmanteryjnym. Mówiąc prościej to frędzel, zwisająca ozdoba przy pasie szlacheckim, przy zasłonach albo czapce. [Dowód literacki: W "Panu Tadeuszu" Mickiewicza (księga I) Wojski nosi pas, na którym wisi pęk kluczy na taśmie „z k***sem”. Mickiewicz nie używał wulgaryzmów – pisał o ozdobnym frędzlu]. Zmiana dokonała się poprzez proste, wizualne skojarzenie. Zwisający, miękki element zaczął być kojarzony z męskim organem płciowym. Początkowo był to zapewne rubaszny żart, który z czasem wyparł pierwotne znaczenie. Dziś mówiąc „k***s” nikt nie myśli o frędzlach. Słowo to jest wulgarnym określeniem anatomicznym, ale jeszcze częściej funkcjonuje jako ogólna obelga wymierzona w mężczyznę: "Ty k***sie!", całkowicie nawet oderwana od anatomii, bo oznacza coś dużo mocniejszego niż „Ty c**ju!”.
PIERDOLIĆ - od wygadywania bzdur do prokreacji. Dawne, konkretne znaczenie: pierwotnie czasownik ten nie miał żadnych konotacji seksualnych. Oznaczał "gadać głupstwa, pleść bzdury, bredzić". Było to słowo potoczne, może lekko rubaszne, ale na pewno nie rynsztokowe. [Pochodzi prawdopodobnie od prasłowiańskiego rdzenia *pьrd- związanego z wydawaniem dźwięków, pierdzeniem, co potem przeniosło się na "wydawanie pustych dźwięków ustami", czyli gadanie bzdur. Ewolucja - rozszerzenie znaczenia – nastąpiła z "robienia głupot językiem" na "robienie głupot w ogóle", a następnie, prawdopodobnie przez skojarzenie z rytmicznym ruchem lub po prostu jako wzmocnienie ekspresji, stało się wulgarnym synonimem stosunku płciowego. Dziś? Totalna desemantyzacja! Prawdziwe słowo-kameleon. Może oznaczać wszystko, w zależności od przedrostka i kontekstu: zepsuć coś (spierdolić), wciec (też „spierdolić” 😊), ukraść („podpierdolić”), upić się („napierdolić”), zjeść („wpierdolić”), pobić (także „wpierdolić” :-D), być w szoku ("ja pierdolę" – klasyczny "przecinek" emocjonalny). Co ciekawe, czasem wraca do pierwotnego znaczenia: "Co ty pierdolisz?!".
D**A - z lasu do anatomii. Dawne, konkretne znaczenie (przyrodnicze): w języku prasłowiańskim i staropolskim słowo to oznaczało dziuplę, otwór w drzewie, albo jamę lub zagłębienie w ziemi. Absolutnie neutralne określenie topograficzne lub przyrodnicze. Ewolucja jest tu podobna jak w przypadku "k***sa", zadziałało skojarzenie wizualne - otwór w ciele zaczęto nazywać tak samo jak otwór w drzewie. Początkowo mogło to być określenie eufemistyczne lub żartobliwe, z czasem stało się podstawowym wulgaryzmem. Współczesne znaczenie - między anatomią a porażką: Dziś to pospolite określenie pośladków, ale także popularny wulgaryzm oznaczający niepowodzenie. Gdy mówimy "no i d**a!" albo „d**a blada!” nie mamy na myśli anatomii, tylko że coś poszło nie tak.
C**J - od rolnictwa do cięższego kalibru siusiaka. Dawne, konkretne znaczenie: Etymolodzy (m.in. Aleksander Brückner) wskazują, że pierwotnie słowo to (lub jego rdzeń) oznaczało coś sztywnego, sterczącego, ostrego. Chodziło o kolec, cierń, ostry kij, a w kontekście hodowlanym o sztywną szczecinę świńską u wieprza. Na pewno nie o p***sa! Ewolucja - znowu zadziałała analogia – tym razem dotycząca erekcji (sztywność, sterczenie). Słowo to zostało tak silnie zawłaszczone przez sferę seksualną, że jego pierwotne znaczenie całkowicie zanikło. Współczesne znaczenie – nie tylko męski organ, ale i abstrakcyjna agresja: „c**j” stało się silnym wulgaryzmem. Co ciekawe, często traci znaczenie anatomiczne. Gdy ktoś mówi "A c**j z tym!", wyraża rezygnację a nie oznajmia, że ma to jakiś związek z p***sem. Podobnie gdy mówi "Chujowo się czuję" – nie chodzi o to, że ktoś się czuje jak p***s, zresztą kobiety też często „czują się c**jowo”… Słowo stało się abstrakcyjnym nośnikiem negatywnej energii.
2️⃣ WULGARYZMY W ZNANYCH USTACH
Znakomitym dowodem, że „brzydkie słowa” są użyteczne, a nawet niezbędne w języku, są ikoniczne ich użycia w znanych wszystkim i powszechnie cytatach.
Bo czy zapadłyby nam w pamięci słowa Marszałka Piłsudskiego, gdyby o Polakach powiedział „Naród wspaniały, tylko ludzie tacy sobie”?! 🙃
Czy przenikliwa i niezwykle trafna diagnoza „Kisiela” (czyli Stefana Kisielewskiego) opisująca polską rzeczywistość polityczno-społeczną PRL-u: „To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać”, brzmiałaby równie dobrze, jeśli zacząłby od „To, że nie jest fajnie…” 😊
Lub czy Bogusław Linda jako Franz Maurer w „Psach” mógłby na pytanie Ola odpowiedzieć „W imię zasad, patafianie!”??? 😁
Nie mówiąc już o najbardziej "kwiecistej" nocie dyplomatycznej w dziejach świata*, czyli odpowiedzi Kozaków Zaporoskich do sułtana Mehmeda IV z 1676 roku. Gdy sułtan zażądał od nich poddania się, przesyłając pismo pełne tytułów i przechwałek – jako „Pan królestw Macedonii, Babilonu, Jerozolimy, Wielkiego i Małego Egiptu, Król nad Królami, Pan nad Panami, namiestnik Boga na ziemi, brat Słońca i Księżyca, Pan Świata Całego” itd., itp., ataman koszowy Iwan Sirko „z całą Siczą Zaporoską” odpisał mu: „Ty, sułtanie, diable turecki, przeklętego diabła bracie i towarzyszu, samego Lucyfera sekretarzu. Jaki z ciebie do diabła rycerz, jeśli nie umiesz gołą dupą jeża zabić? [...] Świński ryju, kobyli zadzie, rzeźnicki psie, niechrzczony łbie […] Nie będziesz ty, sukinsynu, synów chrześcijańskich pod sobą mieć, walczyć będziemy z tobą ziemią i wodą, k***a twoja mać!” List kończył się stwierdzeniem, że daty nie znają, bo kalendarza nie mają ale „dzień u nas taki sam jak i u was, więc możesz nas w dupę pocałować!”. To arcydzieło inwencji i polotu w obrażaniu przeciwnika zostało uwiecznione na słynnym obrazie Ilji Riepina.
[* Tak, wiemy oczywiście, że to XVIII albo nawet XIX wieczna mistyfikacja. Ale urocza 😃]
3️⃣ WULGARYZMY NA EKRANIE
Absolutnym rekordzistą świata – oficjalnie wpisanym do Księgi Guinnessa – jest kanadyjska komedia „Swearnet: The Movie” z 2014, w której samo „słowo na F" pada 935 razy, a nie jest to jedyny bluzg, bo tych pada średnio ponad 8 na minutę (!) [Film został stworzony przez ekipę Trailer Park Boys (Chłopaki z baraków) właśnie po to, by ustanowić ten rekord].
Drugie miejsce na podium zajmuje… film dokumentalny. Ale nic to dziwnego, bo jest to film dosłownie o tym właśnie słowie, czyli F**k z 2005 roku. (Liczba „słów na F": 857).
Dopiero na trzecim miejscu plasuje się – często mylnie uważany za rekordzistę – „Wilk z Wall Street” Martina Scorsese z 2013. (Liczba słów na F": 569 (lub 506, zależnie od wersji montażowej).
Rekordzistą wśród filmów animowanych jest oczywiście „South Park: Bigger, Longer & Uncut” (1999) - 399 przekleństw.
🧐 3: W Polsce nie prowadzi się tak dokładnych statystyk jak w USA, ale miejska legenda głosi, że w "Psach" Władysława Pasikowskiego „słowo na K" pada dokładnie 360 razy. No właśnie – legenda. W rzeczywistości "k***a" pada tam TYLKO 55 razy. Wrażenie wulgarności filmu wynika raczej z siły tych scen oraz faktu, że w 1992 roku język ulicy na ekranie był szokującą nowością.
W rankingu profanacji dla polskiej kinematografii "Psy" z łatwością zostałyby zdetronizowane przez filmy Patryka Vegi (np. „Pitbull”, „Botoks”) albo Wojciecha Smarzowskiego (szczególnie „Drogówkę”). Oczywiście honorowe miejsce w takim zestawieniu należy się "Dniu świra" Marka Koterskiego (2002). Choć liczbowo wygrywa z Vegą, to sposób użycia przekleństw przez Adasia Miauczyńskiego (jako wyraz bezsilności i natręctwa) jest prawdopodobnie najbardziej kreatywnym i zapadającym w pamięć w historii polskiego kina.
* * *
Przekleństwa, bluzgi, wulgaryzmy, mocne słowa - jak by je nazywać, pełnią ważną rolę w języku. I żyją! Zmieniają się, ewoluują... To, co kiedyś mogło doprowadzić do pojedyku na szable - np. "Ty kiepie!" - dziś może wywołać co najwyżej uśmiech politowania.
Jednocześnie są ważnym źródłem historycznym - badacze języka zwracają uwagę, że to, które słowa są „najgorsze” w danym czasie, zawsze zdradza, co w naówczas w kulturze jest najbardziej chronione albo najbardziej lękotwórcze. Gdy najcięższą obrazą jest bluźnierstwo – centrum życia symbolicznego stanowi religia; gdy dominują wulgaryzmy seksualne i biologiczne – tabu przenosi się na ciało, seksualność i wstyd.
Dla miłośnika historii i kolekcjonerów przekleństwa są świetnym „termometrem epoki”: inaczej klął żołnierz Rzeczypospolitej Obojga Narodów, inaczej robotnik II RP, a jeszcze inaczej młodzież z subkultury punkowej z lat 80.
W starych listach, drukach ulotnych, piosenkach podwórkowych czy karykaturach widać, jak zmienia się granica tego, co „nie do powiedzenia” – i to właśnie czyni z wulgaryzmów fascynujący temat dla historycznego i kolekcjonerskiego „polowania na ślady” dawnej mentalności.