08/05/2026
Węzły w Magii. Recenzja w stylu Aleksandra Dumasa
Czy magia może jeszcze zabrać głos, gdy świat zalewa powódź cyfr i algorytmów?
Czy znajdzie się dziś miejsce na sznurek zawiązany w blasku księżyca, na ziele zerwane o świcie, na kryształ ogrzany dłonią kobiety, która zna stare słowa? Na to pytanie odpowiada książka Sarah Bartlett, którą trzymałem w rękach z mieszaniną sceptycyzmu i, nie ukrywam, pewnego rodzaju drżenia.
Bartlett, niczym wtajemniczona kapłanka pradawnych kultów, prowadzi czytelnika przez labirynty “Węzłów w magii”, dzieła które z pozoru wydaje się skromnym podręcznikiem, lecz w istocie kryje w sobie coś z ducha wielkich ksiąg zaklęć, którymi szastali magowie Medyceuszy. Autorka zna swoje rzemiosło wybornie. Jej wiedza jest rozległa niczym tapisserie flamandzka, pełna ukrytych szczegółów, które odkrywasz dopiero przy drugim spojrzeniu.
Sznurek jest głównym bohaterem tej osobliwej historii. Niepozorny, cierpliwy, milczący. Lecz w rękach tego, kto zna tajemnicę węzła, staje się czymś więcej niż zwykłym kawałkiem konopi czy jedwabiu.
Staje się łańcuchem łączącym wolę człowieka z siłami, których nauka jeszcze nie skatalogowała, a może nigdy nie zdoła skatalogować.
Bartlett wyjaśnia etymologię każdego węzła z taką starannością, jakby odsłaniała nam herby starożytnych rodów. Każdy węzeł ma swój rodowód, każdy swoją chwałę i swoje przeznaczenie.
Konstrukcja księgi jest zacna i przejrzysta, jak plan dobrego generała przed bitwą.
Zanim pojawią się węzły wiążące uczucia, chroniące przyjaźń, strzegące zdrowia i sprowadzające pomyślność, Autorka cierpliwie wtajemnicza nas w zasady tej sztuki. I trzeba przyznać, czyni to z wdziękiem i prostotą godną najlepszych pedagogów Sorbony. Nawet ten, kto po raz pierwszy przekracza progi magicznego świata, nie poczuje się zgubiony w tych korytarzach.
🪴Lecz sznurek to nie wszystko. Bartlett wie doskonale, że żaden bohater nie działa w próżni. Towarzyszą mu rośliny o właściwościach, jakich nie powstydziłby się Paracelsus, świece drgające w ciemnościach jak pochodnie w katakumbach, kryształy skupiające energię niczym soczewki skupiające promień słoneczny.
A nad tym wszystkim stoi
🌙Księżyc. Stary, niezmordowany Księżyc, który od zarania dziejów patronuje ludzkim namiętościom, lękom i nadziejom.
Warto podkreślić, że Autorka jest wierna wyłącznie dobru.
❤️To, co opisuje, mieści się w granicach białej magii, eksploruje harmonię, a nie chaos, buduje, a nie niszczy.
To nie są sztylety skryte w jedwabnej pochwie, to raczej klucze do drzwi, za którymi mogą kryć się nieoczekiwane przestrzenie spokoju.
Jedno zastrzeżenie czynię na końcu, jak przystoi rzetelnemu kronikarzowi.
❗️Kto oczekuje sztuczek iluzjonisty, kto szuka efektów na użytek salonowy, niechaj szuka gdzie indziej.
Ta książka nie jest dla gapiów. Jest dla tych, którzy pytają poważnie, choćby i nie byli pewni, czy odpowiedź w ogóle istnieje.
Czy sama wierzę w moc węzłów? Powiem tak jak d’Artagnan powiedział o miłości, że nie wierzy się w nią lub nie wierzy, lecz się ją czuje albo nie. Tak też polecam zrobić sprawdzić !
Resztę pozostawiam waszemu sumieniu, waszej intuicji i być może waszemu kawałkowi sznurka.