Spokoju

Spokoju Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Spokoju, Sklep z artykułami artystycznymi, Aleksandra Rybickiego 3, Sanok.
(2)

Dla kobiet, które pragną odnaleźć swój wewnętrzny spokój i chcą podzielić się nim ze swoimi bliskimi, tworzymy treści i sztukę inspirowaną polskim folkiem.

🍀 Dla naszej społeczności przygotowaliśmy 15% taniej na sztukę z kodem: spokojnaspolecznosc15

Wyjęłam dziś ze skrzynki zaproszenie na wesele i po początkowym chaosie sporządzania w głowie listy spraw organizacyjnyc...
13/05/2026

Wyjęłam dziś ze skrzynki zaproszenie na wesele i po początkowym chaosie sporządzania w głowie listy spraw organizacyjnych, zaczęłam się zastanawiać nad siłą tego jednego, konkretnego momentu.

Bo nawet jeśli na co dzień bywamy nieco cyniczni, to w chwili, gdy dwoje ludzi mówi sobie „tak”, większości z nas szklą się oczy.

Dlaczego tak jest?
Może dlatego, że w świecie, który stał się tak tymczasowy i na wyciągnięcie ręki, podświadomie szukamy stałości. Rytuały są nam potrzebne, żeby poczuć oparcie w czymś, co ma znaczenie i wyraźnie oddziela to, co było, od tego, co właśnie się zaczyna.

Przysięga nie jest przecież tylko formalnością. To publiczne ogłoszenie wyboru w czasach, w których tak trudno o ostateczne deklaracje.

I chyba dlatego nawet osoby, które deklarują, że nie wierzą w małżeństwo, często ukradkiem ocierają łzy przy przysiędze.

Wzrusza nas nie sama uroczystość, ale to, co ona reprezentuje, nadzieję, że można coś zbudować świadomie, zapuścić korzenie i obiecać sobie nawzajem obecność, niezależnie od tego, co przyniesie czas.

To właściwie moment, w którym na naszych oczach tworzy się nowa historia, a my stajemy się jej świadkami. Potrzebujemy tych symboli i wspólnego przeżywania, żeby poczuć, że w tych wszystkich życiowych przejściach nie jesteśmy sami. I że te wielkie słowa mają jeszcze swoją wagę.

Czy Wam też zawsze „coś wpada do oka” albo zaczyna się nagły atak alergii podczas przysięgi? 😉❤️

Wyobraź sobie, że dostajesz prezent od bliskiej Ci osoby.Otwierasz go i Twoim oczom ukazuje się właśnie ta grafika.Od ra...
11/05/2026

Wyobraź sobie, że dostajesz prezent od bliskiej Ci osoby.
Otwierasz go i Twoim oczom ukazuje się właśnie ta grafika.

Od razu czujesz, że stoi za tym jakiś konkretny przekaz. Tylko jaki?

Zatrzymaj się przy niej na moment i weź głęboki oddech.
Nie analizuj, ani nie zastanawiaj się, co „powinnaś” tu zobaczyć. Po prostu zaufaj swojej intuicji.

A teraz napisz w komentarzu pierwszą myśl, która pojawiła się w Twojej głowie ❤️

Przestałaś ufać sobie, bo uwierzyłaś komuś innemu? Ktoś może mieć o Tobie jakieś zdanie. Niekoniecznie pozytywne. Może C...
08/05/2026

Przestałaś ufać sobie, bo uwierzyłaś komuś innemu?

Ktoś może mieć o Tobie jakieś zdanie. Niekoniecznie pozytywne. Może Cię nie rozumieć, oceniać przez pryzmat własnych lęków albo widzieć tylko maleńki fragment Twojej historii.

To niezbyt przyjemne, bo naturalnie chcielibyśmy być przez wszystkich lubiani, a nasz mózg podpowiada nam, że akceptacja grupy to bezpieczeństwo. Ale to jest po prostu niemożliwe.

Co więcej, to, że ktoś ma jakieś zdanie o Tobie, nadal nie zmienia tego, kim jesteś naprawdę. Myślę, że prawdziwy problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy cudza opinia staje się ważniejsza, niż Twoje własne doświadczanie siebie.

Ten mechanizm bywa bardzo podstępny. Często nawet nie zauważamy, kiedy zaczynamy oglądać się cudzymi oczami i korygować swoje zachowanie, byle tylko dopasować się do ramy, którą ktoś nam wystawił. Tracimy wtedy kontakt ze sobą

Jednak to, jak widzi Cię obcy człowiek czy nawet ktoś z Twojego otoczenia, to zawsze tylko ułamek prawdy przefiltrowany przez ich historię. Twoje wnętrze to Twoja osobista przestrzeń i to Ty decydujesz, kogo do niej zapraszasz. I nie chodzi o to, by całkowicie zamykać się na zdanie innych, bo konstruktywny feedback bywa bezcenny i pomaga nam rosnąć.
Kluczem jest jednak to, byś to Ty była filtrem, który sprawdza, czyja opinia faktycznie do Ciebie pasuje, a czyja jest tylko wyrwanym z kontekstu fragmentem, który nie ma prawa Cię definiować.


Miałaś kiedyś taką relację, w której dopiero po czasie zorientowałaś się, że chcąc zadowolić drugą stronę, po prostu przestałaś słyszeć samą siebie?

O! To o mnie. O! To też ja! - to były moje pierwsze myśli, kiedy zaczęłam czytać „Czułą Przewodniczkę”. Wiem, że dla wie...
06/05/2026

O! To o mnie. O! To też ja! - to były moje pierwsze myśli, kiedy zaczęłam czytać „Czułą Przewodniczkę”.

Wiem, że dla wielu z Was ta książka to niemal biblia, ale jako psycholożka muszę przyznać, że mam wobec niej mieszane uczucia.

Z jednej strony naprawdę doceniam to, jak Natalia de Barbaro nazwała nasze kobiece mechanizmy. Potulna, Męczennica i Królowa Śniegu to metafory, które potrafią otworzyć oczy i dać impuls do zastanowienia się, ile rzeczy robimy dlatego, że naprawdę chcemy, a ile dlatego, że tak zostałyśmy nauczone.

Sama łapałam się na tym, że przy wielu fragmentach myślałam: „kurczę, dokładnie tak jest”.

Z drugiej strony, im dalej w las, tym bardziej czułam przesyt. Momentami miałam poczucie, że tej „czułości” jest tam aż za dużo. Że wszystko robi się bardzo miękkie, estetyczne i trochę odklejone od realnego ciężaru zmiany, a autorka opisuje ją bardziej jako proces łagodnego odkrywania siebie.

A przecież wychodzenie ze schematów, z którymi żyjemy od dzieciństwa, rzadko wygląda jak spokojny spacer po lesie. Czasem to bardzo trudny proces. Męczący, chaotyczny, pełen złości, ambiwalencji i konfrontowania się z rzeczami, których latami nie chciałyśmy widzieć.

I chyba właśnie tego momentami brakowało mi w tej książce najbardziej. Bo sama świadomość mechanizmu to dopiero początek, a prawdziwa zmiana zwykle wiąże się też z frustracją, stratą, konfliktem i konfrontacją, których w książce jest relatywnie mniej niż warstwy refleksyjno-symbolicznej.

I nie zrozum mnie źle. Czułość jest ważna. Bardzo. Ale mam poczucie, że sama czułość często nie wystarcza do zmiany głęboko utrwalonych schematów.

Mimo wszystko rozumiem, dlaczego tak wiele kobiet odnajduje w niej siebie. Myślę, że trafia szczególnie do tych z nas, które mają już dość życia pod cudze oczekiwania, ciągłego „bycia grzeczną” i mylenia własnej wartości z użytecznością dla innych.

Jestem ciekawa, jak Wy ją odebrałyście.

Faktycznie poczułyście ten przełom, o którym wszyscy piszą?
Czy może też miałyście moment, w którym ta estetyka zaczęła wydawać się trochę zbyt wygładzona w porównaniu z prawdziwym życiem?

Racja czy relacja? Co jest dla Ciebie ważniejsze w konflikcie? W majówkę w końcu udało mi się nadrobić trochę odpoczywan...
04/05/2026

Racja czy relacja? Co jest dla Ciebie ważniejsze w konflikcie?

W majówkę w końcu udało mi się nadrobić trochę odpoczywanie ;) i obejrzałam polecony przez Marcina film Malcom & Marie.

Czy było warto? A jakże, gdyż to genialne, a zarazem bolesne studium przypadku, które pokazuje, jak łatwo rozmowa przestaje być drogą do porozumienia, a staje się polem bitwy.

Fabuła jest bardzo prosta, para wraca do domu po premierze filmu i zaczyna się rozmowa, która błyskawicznie przeradza się w emocjonalną konfrontację.

To, co uderzyło mnie najbardziej, to fakt, że bohaterowie teoretycznie przez cały czas ze sobą rozmawiają, a jednocześnie kompletnie się mijają. Wręcz im więcej pada słów, tym mniej się słyszą. Miałam wrażenie, że nieustannie się przyciągają i odpychają. Gdy wydaje się, że jedno zaczyna coś rozumieć, drugie atakuje z podwójną siłą.

To fascynujące i przerażające zarazem, jak bardzo potrafimy walczyć o swoją rację, kompletnie zapominając o człowieku, który stoi naprzeciwko. Jakby ego stało się ważniejsze niż bliskość, a my zamiast słuchać, tylko przeładowujemy broń do kolejnego argumentu.

Wiem, że ten schemat nie dotyczy tylko filmowych bohaterów. Wiele z nas wpada czasem w tę pułapkę. W gabinetach terapeutycznych, na warsztatach komunikacji czy w domowym zaciszu po ciężkim dniu, toczymy walki, w których nie ma zwycięzców. Można przecież wygrać każdy argument i zostać z tą wygraną potwornie samotnym.

Masz czasami tak, że próbujesz z kimś po prostu porozmawiać i masz wrażenie, że ta druga osoba toczy z Tobą walkę o wygraną?

P.S. A jeśli widziałaś ten film: komu kibicowałaś?

Gabi nazwała tę pracę „Dom Marzeń”, ale dla każdej z Was stała się ona inną historią.Kilka dni temu pokazałam Wam linory...
01/05/2026

Gabi nazwała tę pracę „Dom Marzeń”, ale dla każdej z Was stała się ona inną historią.

Kilka dni temu pokazałam Wam linoryt Gabrieli i zapytałam o Wasze pierwsze skojarzenia.
Z uwagą czytałam każdy komentarz i poruszyło mnie to, jak różnie czytacie ten obraz.
Zresztą zobaczcie sami, jeden linoryt, a tyle światów w Waszych głowach!

Basia odnalazła w niej makatki na ścianach w domu babci, dom pełen miłości i mądrość przodków. Napisała: "Najbardziej mój wzrok przykuły oczy w kształcie serca, skojarzyło mi się, że to pewnie dom pełen miłości, korzenie skojarzyły się z mądrością praprzodków ale też z domkiem na drzewie". Dla autorki profilu Atelier du Peyron grafika stała się symbolem zapuszczania korzeni po latach przeprowadzek, aż w małej wiosce we francuskich Alpach. Z kolei Dominika ujęła to pięknie jako „dom w sobie”, z którego serce płynie do świata.

Często pisaliście też o spokoju, domu z duszą, cieple, komforcie, bezpieczeństwie, zwracałyście uwagę na serca zamiast okien...

Zobaczcie, jakie to niesamowite. Kiedy patrzymy na sztukę, zupełnie automatycznie nakładamy na nią nasze własne doświadczenia. To, co widzimy na zewnątrz, jest często odbiciem tego, co akurat nosimy w środku. To dlatego dla jednych dom to bezpieczna przeszłość i dzieciństwo, a dla innych przyszłość i oparcie znalezione w samej sobie.

Żadna z tych interpretacji nie jest lepsza ani gorsza. Każda jest Wasza, czyli jedyna w swoim rodzaju. Gabi tworzyła ten linoryt z myślą o miejscu przepełnionym miłością, a Wy ożywiłyście tę intencję swoimi opowieściami.

Dopiszmy kolejny rozdział do tej historii w komentarzach!

Zacznijmy tak:
W moim wymarzonym domu ...

Wysyłasz wiadomość. Mija godzina, dwie godziny, cztery ... W końcu przychodzi odpowiedź: „Ok.” Tylko tyle. Albo jeszcze ...
29/04/2026

Wysyłasz wiadomość. Mija godzina, dwie godziny, cztery ... W końcu przychodzi odpowiedź: „Ok.”

Tylko tyle. Albo jeszcze gorzej, zamiast słów widzisz tylko tę jedną, groźnie wyglądającą emotkę😶

W Twojej głowie natychmiast rusza produkcja filmu sensacyjnego:
Pewnie napisałam coś głupiego, Na pewno jest na mnie zła, Ignoruje mnie, bo mu już nie zależy.

Masz tak czasami? Jeśli tak, to właśnie złapałaś się na jednym z najczęstszych zniekształceń poznawczych, czyli czytaniu w myślach.

Choć doskonale znam ten mechanizm, sama czasem wpadam w tę pułapkę. Polega ona na tym, że z pełnym przekonaniem zakładamy, że wiemy, co druga osoba czuje lub myśli.

Problem w tym, że nasz umysł rzadko podsuwa wtedy miłe historie. Zazwyczaj serwuje nam scenariusz wymierzony prosto w nasze najczulsze punkty. I nagle z jednego „Ok.” robi się cos dużego. A my, reagujemy smutkiem, złością czy lękiem na coś, co najprawdopodobniej w ogóle nie istnieje.

Zazwyczaj prawda bywa dużo nudniejsza: ktoś utknął w korku, jest zmęczony po pracy, odpisał w biegu albo po prostu ma taki styl komunikacji.

Znasz to z własnego doświadczenia? Po jakim słowie lub emotce Twój umysł najszybciej aktywuje mechanizm czytania w myślach i zaczyna tworzyć własną wersję rzeczywistości?

Wiem, że pewnie jesteś teraz w biegu. Może jeszcze w pracy, na szybkich zakupach albo właśnie próbujesz ogarnąć domowy c...
27/04/2026

Wiem, że pewnie jesteś teraz w biegu. Może jeszcze w pracy, na szybkich zakupach albo właśnie próbujesz ogarnąć domowy chaos. Poniedziałki potrafią takie być ;)

Skoro jednak już tu jesteś, to mam dla Ciebie małe zaproszenie. Zatrzymaj się przy tej grafice Gabi dosłownie na 10 sekund. Weź głęboki oddech.

Nie analizuj jej, nie szukaj ładnych czy poprawnych odpowiedzi. Po prostu poczuj, co pojawia się jako pierwsze.

Gdybyś miała nazwać to jednym słowem , co sie pojawiło? Skojarzenie, emocja, a może konkretne miejsce, do którego Cię ten obraz zabiera.

Co to jest?

Co jako pierwsze przychodzi Ci na myśl, gdy patrzysz na tą rzeźbę?Pamiętam, kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy. Zrobiła...
24/04/2026

Co jako pierwsze przychodzi Ci na myśl, gdy patrzysz na tą rzeźbę?

Pamiętam, kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy. Zrobiła na mnie duże wrażenie.

To „Melancholia” Alberta György’ego. Powstała po śmierci jego żony.

Myślę, że ta praca jest tragicznie piękna. Kiedy patrzy się na nią na wprost, przez pusty korpus postaci przenika światło dnia, które zmienia się wraz z upływem godzin. Kojarzy się ona z nicością, którą każdy z nas wypełnia po swojemu.

Na co dzień pracuję z tematem straty. I mam takie poczucie, że rzeźba bardzo trafnie ukazuje coś, o czym ludzie często mówią. To, że czegoś po prostu już nie ma. I nie bardzo da się to czymkolwiek zastąpić.

Ta ogromna „dziura” w tułowiu jest bardzo dosłowna. Zgodzisz sie ze mną, że to adekwatne przedstawienie tego, czego nie da się ubrać w słowa, braku po kimś lub po czymś ważnym?

Jakie myśli, emocje lub skojarzenia wywołuje w Tobie ta pusta przestrzeń?

Kilka dni temu zapytałam Was, czym jest dla Was wewnętrzny spokój. Z uwagą czytałam Wasze odpowiedzi i myślę, że to była...
22/04/2026

Kilka dni temu zapytałam Was, czym jest dla Was wewnętrzny spokój.

Z uwagą czytałam Wasze odpowiedzi i myślę, że to była jedna z fajniejszych i wartościowszych rozmów tutaj. Tym, co zwróciło moją uwagę było, że nie piszecie o spokoju jako o braku problemów, a raczej o momentach, w których mimo wszystkiego, co się dzieje, potraficie wrócić do siebie. I to jest dla mnie bardzo prawdziwe.

Zresztą zobaczcie sami 😍

Jerzy napisał o czymś, co uważam za absolutny fundament:
o spokoju w sobie, w byciu. W relacjach, które karmią. To niesamowicie ważne, otaczać się ludźmi, przy których nie trzeba się spinać ani udowadniać, kogoś innego.

Z kolei Natalia zabrała nas w zupełnie inne miejsce, do ogniska, dźwięków fletu i poczucia bycia obecnym. Dla niej spokój to poczucie, że wszyscy się odnajdziemy. Połączymy się w jedno i znów spotkamy się ze wszystkimi.

Niesamowicie wzruszyła mnie Maria, która napisała, że spokój znajduje… czytając nasze posty. To dla mnie największy komplement, bo znaczy, że ta nasza wspólna przestrzeń ma sens. Dziękuję Ci 🥰

Uśmiechnęłam się też przy komentarzach o pasjach i codziennych rytuałach. Były góry i rower, książki i spacery, grzyby, kawa przy kominku, malowanie, narty…
I jeszcze wiele innych, bardzo Waszych sposobów na to, żeby na chwilę złapać oddech.

Jak się to wszystko zbierze w całość, to widać jedną rzecz, że spokój nie ma jednej formy. Ale bardzo często pojawia się tam, gdzie jest coś naszego. Relacja, miejsce, czynność, moment.

Dzięki za wszystkie te odpowiedzi. Jesteście niesamowici💖

Czytając je dzisiaj, zastanawiam się, która z tych perspektyw jest Ci najbliższa?

-----

Tekst: Aga
Na zdjęciu (od lewej): Oliwia, Gosia i Julka

----

Jeśli chcesz mieć kontakt z tym, co tworzymy
zapisz się do naszego newslettera i odbierz 15% rabatu na sztukę pełną spokoju:

https://www.spokoju.art/pages/newsletter-signup

Wiele z nas spędza życie na szukaniu sensu. Czekamy na moment, w którym rzeczy w końcu poukładają się tak, że poczujemy ...
20/04/2026

Wiele z nas spędza życie na szukaniu sensu. Czekamy na moment, w którym rzeczy w końcu poukładają się tak, że poczujemy spokój i zrozumiemy, po co to wszystko było.

Tylko że to nie do końca tak działa.

Rozmyślając o tym, sięgnęłam ponownie po „Człowieka w poszukiwaniu sensu” Viktora Frankla.
Znasz? Czytałam tę książkę kilka razy i za każdym razem zatrzymuje mnie w innym miejscu.

Dziś były to te słowa:

Koniec końców, zamiast pytać o sens swego życia, człowiek powinien uświadomić sobie, że to on sam jest adresatem tego pytania. Inaczej mówiąc: życie każdemu z nas stawia pytania, a jedynym sposobem, aby mu odpowiedzieć, jest odpowiadać za swoje życie, być za nie odpowiedzialnym.

To zdanie zmienia perspektywę i wywraca wszystko do góry nogami. Bo rzeczywiście sensu nie znajduje się gdzieś tam, w wielkich sukcesach czy dalekich podróżach. Sens nadajemy sami, każdą małą decyzją o tym, jak traktujemy siebie i innych, nawet gdy jest nam po prostu ciężko.


I z jednej strony to ogromna odpowiedzialność, ale z drugiej wielka wolność. Bo jeśli mój sens zależy od mojej postawy, to nikt i nic nie może mi go odebrać. On jest w mojej codzienności, w tym, jak rozmawiam z bliskimi, jak znoszę trudny dzień, a nawet w tym, jak parzę poranną kawę.

Frankl uważał, że człowiek nie szuka w życiu braku bólu, ale właśnie sensu. Bo gdy go mamy, potrafimy przetrwać niemal wszystko.

I tu mam pytanie do Ciebie:
Ta myśl daje Ci nadzieję, czy raczej przeraża?

Jestem bardzo ciekawa, po której stronie tej emocji dziś jesteś ☺️

Adres

Aleksandra Rybickiego 3
Sanok
38-500

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Spokoju umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Spokoju:

Udostępnij