14/07/2025
Cz. 1. Ed a szkoła - KONTAKTY SPOŁECZNE
Dziękuję za tak Wasz liczny odzew pod ostatnim postem. Przemyślałam i moją odpowiedź podzielę na kilka podwątków. Dziś podzielę się moimi refleksjami dot. "uspołecznienia" (z perspektywy rodzica dzieci będących w ed i dziecka będącego w szkole systemowej).
Spróbuję w sposób nienaruszający nikogo opisać fakty, wydarzenia które nas spotkały, nie nadając im oceny. Tą chcę pozostawić Wam.
---‐------------------
Nasze jedno z dzieci w zeszłym roku poszło do szkoły. To była jego decyzja, prośba. Motywacją do tego kroku była potrzeba relacji, kontaktu z innymi dziećmi.
Czy to oznacza, że tego kontaktu nie prowokowałam? Że go nie było? Nie. Zrobiłam tyle, ile mogłam, aby ten kontakt zapewnić. I części dzieci to wystarczyło, a Jemu nie. On potrzebuje więcej niż reszta rodzeństwa. Poprostu.
---------------------‐
Nasz syn nie miał marzenia by wstawać rano, odrabiać lekcje, czy siedzieć 45 minut w ławce. On potrzebował CODZIENNIE kontaktu z kolegami. Strategią, którą wybrał, była decyzja o pójściu do szkoły.
---------------------
Próbowałam ile potrafiłam stwarzać Mu i nam warunki do tych spotkań. Zanim poszeďł do placówki zaczęłam organizować warsztaty, stworzyłam Dzikie Podwórko, a na koniec Dzikie Campy, by móc stwarzać bliższe relacje z naszymi Gośćmi. To jednak nie wystarczyło. Kończyło się w raz sezonem letnim. Nastawał 1 września i wszystko się urywało. Z warsztatów, Podwórka, Campów korzystali turyści, którzy odwiedzali nas tylko w czasie letnim.
-----------------
Szukałam więc dalej pomysłu, jak zaspokoić tą potrzebę kontaktu z innymi.
-----------------
Zaczęłam organizować regularne spotkania dla rodzin edukujących domowo z okolicy (w naszym przypadku to ok 60 km). Do każdego spotkania przygotowywałam się bardzo dokładnie. Chcialam zaproponować wspólną naukę, korzystając z naszej pracowni montessori oraz dać czas na swobodną zabawę dzieciom.
-------------------
Udało się zorganizować kilka spotkań. Kilka razy my pojechaliśmy do innych rodzin.
-------------------
Wnioski: rodzin ed tutaj jest za mało, by utrzymać regularność spotkań. Zazwyczaj te rodziny mają więcej niż 1 dziecko. To wiąże się z jazdą autem ok 60 km z małymi dziećmi, które wiecie jak zachowuja się w aucie. To podcina motywację. Nie udało się nam ogarnąć przestrzeni "pośrodku" naszych miejsc zamieszkania. By wszyscy mieli jednakową drogę.
--------------------
A może zajęcia dodatkowe? - pomyślałam też i o tym. Gdy masz w domu dziecko, które na ten moment nie wykazuje wybitnych umiejętności w rysunku, piłce, czy bóg wie czym, tylko chce być z dziećmi i mieć swobodna zabawę z nimi to szukasz czegoś na wzór "klubu" i takiego miejsca nie znalazłam. Syn odnalazł się w zespole folklorystycznym i uczęszcza do niego od 2 lat.
-------------------------------------
Może powiecie, że więzi się buduje z najbliższymi. My swoich bliskich mamy daleko.
Dla nas zatem edukacja domowa byłaby możliwa ze wszystkimi dziećmi wtedy, gdy w najbliższym sąsiedztwie byłyby rodziny z dziećmi, które nie chodzą do szkoły.
-------------------------------
Także to tyle.
Jak widać dzieci z ed to nie zamknięte w domu istoty, pozbawione kontaktu z innymi. Poprostu kazdy ma inaczej zlokalizowane potrzeby społeczne.
Swoją rolę upatruję w tej całej edukacji w tym, aby uczyć się słuchać dzieci, ich pomysłów na zadbanie o swoje potrzeby. Uwzględniać ich wybory, potrzeby. I na bazie tego decydować. Uwzględniając to co mówią. Nie mylić z tym, by robić to czego chcą. Z wrażliwością, uważnością na nich i na nas, na mnie i męża.
------------------
------------
Kto dobrnął do końca, odzwijcie się. Co jeszcze można by zrobić? Co u Was pykło? Co byście chcieli dołożyć do tego wątku?