16/02/2022
Nie jest tajemnicą, że Królowa Lunchu Monika uwielbia kuchnię meksykańską. :) Nie ma to jak ostra papryczka chilli wypalająca podniebienie, żeby ustawić się do pionu i zyskać radość życia oraz hart ducha. Sama pichcę w chacie od lat przeróżne frykasy w stylu Tex-Mex w oparciu o najbardziej crazy przepisy, sama te przepisy też tworzę i przekształcam metodą prób i błędów, chociaż oczywiście założenia danej potrawy pozostawiam w miarę "oryginalne", żeby przypadkiem kartel meksykański nie nasłał na mnie z zemsty jakiegoś Asesino, który by mnie poćwiartował za profanację ich Cociny. Powiem tylko tyle, że o mój dip z papryczkami jalapeño i sekretnym miksem serów ludzie się zabijają, ale przepisu nie ujawnię, choćby mnie przypiekali na ruszcie. :)
Kierowana moją gorącą amor do kuchni Meksyku, zwiedziłam chyba już wszystkie meksykańskie knajpy w Warszawie. I cóż, po wielu rozczarowaniach, wracam do jednej - Rico! Tę bezpretensjonalną dwupoziomową restaurację na rogu Jana Pawła i Anielewicza z salką także w piwnicy, w której ukryć się może spoko para kochanków z pierwszych stron gazet, odkryłam już 3 lata temu, kiedy dopiero startowali. Wcześniej w tym miejscu restauracje zmieniały się ponoć z częstotliwością narzeczonych niejakiego Barona, więc trochę się bałam, że Rico podzieli ich los. Ale nie, 3 lata i going strong! Rozczarowują od czasu do czasu, ale powiedzmy, że to drobiazgi, które można im wybaczyć. W ciągu tych 3 lat menu oczywiście trochę się zmieniło, niektóre dania usunięto - jak np. ku rozpaczy mojego ukochanego połówki ziemniaków zapiekane z boczkiem i serem - ale też niezbyt fortunne skrzydełka, które smakowały nieco kwaśno i bez oklasków. Na szczęście wprowadzono udane nowości i zostały evergreeny - po pierwsze: genialne w swej prostocie, przepyszne i absolutnie kaloryczne Chilli Poppers (22 zł), czyli smażone w panierce zielone papryczki jalapeño ze śmietaną, serkiem śmietankowym i serem Cheddar. Jeżeli Wasze języki nie są przyzwyczajone do papryczek, to musicie uzbroić się w dzban wody albo od razu margarity (rzetelnie mocnej i orzeźwiającej! BTW mój Tata, gdy usłyszał, że kocham margaritę to stwierdził, że już chyba lepiej... walnąć się młotkiem w głowę 😁), ale koniecznie musicie spróbować. Po to tam jeżdżę :) Lemoniady do gaszenia pragnienia niestety nie polecam - klasyczna cytrusowa (14 zł) smakowała nieco sztucznie, jak z koncentratu cytrynowego.
Z klasycznych dań polecam niezmiennie: Quesadillę Tex Mex Pork (33 zł) z grillowaną karkówką, papryką, marynowaną cebulą i ananasem, który dodaje cudownie słodkiego posmaku. To wariacja na temat słynnej tradycyjnej wieprzowiny Al Pastor (czyli dosłownie: w pasterskim stylu), marynowanej w soku z ananasa z miksem ziół, papryczką guajillo i pastą achiote. Zwykle podaje się ją z tacos, w Rico tacos z wieprzowiną są zrobione jednak inaczej (z dodatkiem awokado, a poza tym to nie są kukurydziane tacos tylko pszenne, śmiem twierdzić!), dlatego wybieram quesadillę. Ostatnio próbowałam też Quesadillę Beef (33 zł) z wołowiną i mango, ale według mnie nie równa się z Tex-Mex i jest za... słodka nawet dla tak przesłodkiej istoty jak ja.
Następne w kolejce zwykle czekają Tacos z krewetkami (43 zł), choć nie jest to moje ulubione danie, które wcinałabym z lubością codziennie do końca świata w jakimś meksykańskim kurorcie. Ostatnim razem panierka panko swoją grubością mnie przeraziła, stopień zesmażenia krewetek też nastroił mnie ponuro, poza tym kwestionuję także dodatek coleslawa z czerwonej kapusty... Dużo bardziej wolę łączenie z krewetkami np. salsy z mango i kolendrą. Rozumiem, że ten coleslaw to jest taki polski swojski twist. :) Ale warto się skusić!
Ukochany w tym czasie zajada niezmiennie non stop od 3 lat Burrito Chilli Con Carne (32 zł) i naprawdę twierdzi, że choć zmierzył mazowieckie od Wisły po Liwiec, to w Rico jest najlepsze burrito ever. Przede wszystkim: pysznie doprawione, bez kilogramów ryżu (który namiętnie tonami wkładają w innych miejscach). Chilli Con Carne to w ogóle narodowa potrawa Texasu inspirowana Meksykiem, czyli danie Tex-Mex. Jeśli przygotowujesz je w domu, a nie lubisz czerwonego mięsa, to możesz wymienić mielone mięso wołowe na... mielonego indyka (ale o tym cicho sza!), wtedy zaoszczędzisz na kaloriach i będziesz żyć w iluzji, że tak jest zdrowiej. A zapewniam, że smakuje tak samo niebiańsko :) Choć zaraz pewnie za te bluźnierstwa dostanę zakaz wstępu do Mexico.
Co jeszcze warto wypróbować w Rico? Na pewno Rico Nachos Na Patelni (38 zł), chociaż mam wielkie ale! Bo: kiedy byłam z innymi Królowymi Lunchu w Rico we wrześniu chyba zeszłego roku, to ogromnie mi smakował ten stosik pysznych kukurydzianych nachosów z toppingami typu: grillowany boczek, szarpany kurczak, mango, awokado, pasta z fasoli, cheddar, mozzarella, jalapeño, śmietana. A dlatego, bo nachosy były ich domowej roboty i to było "czuć". Natomiast niestety ostatnio nachosy były z torebki i to nie było za dobre :) Nachosy gotowe są zwykle piekielnie słone albo obsypane bóg wie jakimi wzmacniaczami smaku i nie komponują się tak extra jak zwykła choćby tortilla kukurydziana krojona na trójkąty i smażona w głębokim (!) tłuszczu. Mam więc nadzieję, że Rico wróci do "domowych" nachosów...
A zatem - jeśli masz ochotę posmakować meksykańskich przysmaków, pędź do Rico. Tam naprawdę jest pysznie, świeżo, "na bogato", z przyprawami, papryczkami, marzeniami, fajną młodą obsługą i "tym czymś" :) Viva Mexico!