05/05/2026
Doktor Tomasz Rożek podszedł do matury, gdy na egzaminie był fragment jego książki. Uzyskał tylko 70 procent, bo "źle" zinterpretował swój własny tekst.
Doktor nauk fizycznych, dziennikarz naukowy oraz założyciel fundacji „Nauka. To Lubię” podszedł kiedyś do matury, gdy na egzaminie pojawił się wstęp do jego książki „Nauka po prostu. Wywiady z wybitnymi”.
Chciał sprawdzić, jak poradzi sobie z własnym tekstem. Okazało się, że nie zinterpretował go tak, jak chciałaby tego komisja egzaminacyjna. Nie wstrzelił się w klucz odpowiedzi i zdobył tylko 70 procent:
"W kilku miejscach moja interpretacja nie pokrywała się z tym, co dostrzegł w tekście autor klucza. W przypadku jednego z pytań zupełnie nie zrozumiałem jego treści, więc nie udzieliłem odpowiedzi. W jeszcze innym pytaniu, o nawiązanie między dwoma akapitami, dostrzegłem je dopiero po czwartym przeczytaniu tych dwóch wskazanych akapitów. Jeśli rzeczywiście jest tam to nawiązanie, to raczej nie rzuca się ono w oczy."
Tak podsumował absurd matur humanistycznych, przy których nie liczy się sens odpowiedzi:
"Generalnie w naukach humanistycznych klucz odpowiedzi to nieporozumienie. Kiedy ja pisałem egzamin, liczył się pomysł i umiejętność jego uzasadnienia. Nawet jeśli egzaminator nie zgadzał się z tezą, to oceniał umiejętność argumentacji i obrony swojego zdania.
Młody człowiek powinien móc zdecydować, czy swoją interpretację poprowadzić w tym kierunku, czy w innym, oczywiście podając argumenty za takim wyborem. Tymczasem mam wrażenie, że teraz oczekuje się od młodych ludzi czegoś zupełnie innego, czyli wstrzelenia się w klucz."