19/10/2026
Zdradzę Wam coś. Robienie zdjęć biżuterii to jedna z tych rzeczy, za którymi w mojej pracy nie przepadam. 🫣
A mimo to każde zdjęcie produktu, które widzicie w sklepie GLAM, zrobiłam sama.
W pracowni mam wydzielony mały kącik do robienia zdjęć. Są ekspozytory, lampa, różne tła i cała masa drobiazgów, które pomagają mi jakoś tę biżuterię pokazać.
Czy lubię fotografować? No nie bardzo. 😅
Są dni, kiedy ustawiam biżuterię, robię kilka zdjęć i gotowe. A czasem mogę się kręcić wokół jednego pierścionka przez godzinę i nadal nic mi się nie podoba.
Podobno w fotografii tak już jest, że na 100 zrobionych zdjęć jedno nadaje się do pokazania. Coś w tym jest!
Chociaż kiedy widzę, jak chętnie lubicie moje zdjęcia produktowe, zaczynam myśleć, że może jednak całkiem nieźle mi to wychodzi. 😁
Fotografowanie zajmuje mi sporo czasu. A kiedy mam do wyboru usiąść do zdjęć albo zabrać się za kolejną biżuterię, najczęściej wygrywa to drugie.
I to jest jeden z powodów, dla których nowości tak wolno pojawiają się w sklepie internetowym. Biżuteria często jest już gotowa, tylko jeszcze nie doczekała się swojej sesji.
Ale wiecie co? Jest coś, co bardzo lubię w tych moich niedoskonałych zdjęciach.
Kiedy na targach albo w pracowni słyszę od Was, że biżuteria na żywo wygląda o wiele lepiej niż na zdjęciach, naprawdę się cieszę.
Bo to oznacza, że nie kupujecie kota w worku 😃
Znam sporo przypadków, kiedy było dokładnie odwrotnie. Zdjęcie zachwycało, a po otwarciu paczki przychodziło rozczarowanie.
Wolę, żebyście się miło zaskoczyły po otwarciu pudełka 💛
A Wy? Zdarzyło Wam się kupić coś, co na zdjęciu wyglądało pięknie, a na żywo już niekoniecznie?