01/09/2026
pamiętam mój pierwszy 1 września. byłam totalnie nowa i doszłam do grupy, którą wcześniej już się znała z zerówki. więc nie znałam ani dzieci, ani budynku, a przecież był taki ogromny i pełny starszaków.
zeszyty też jakieś dziwne, bo w trzy linie i trzeba było siedzieć w ławce zamiast biegać po podwórku i grać w gumę.
rękę miałam tak zaciśniętą, że ołówek za każdym razem mi się łamał, literki nie chciały się mieścić w linijkach więc nadrabiałam wymyślnymi szlaczkami, ale dopiero po tym jak dostałam uwagę na pierwszej stronie BRAK SZLACZKA. normalnie wychowawczyni mi zepsuła cały zeszyt bo napisała to długopisem więc ani wyrwać ani zmazać.
ale jak widać, nic nie było w stanie mnie zatrzymać przed nauką pisania i dzisiaj wypisuję wam i graweruję na najpiękniejszych wydarzeniach.
a morał mam z tego jeden- każdy kiedyś zaczynał. każdy szedł pierwszy raz do pierwszej klasy, poznawał nowe dzieci, pierwszy raz uczył się czegoś nowego co później przychodziło już łatwo. więc moja prośba do wszystkich i do młodszej mnie- nie dajcie sobie wmówić, że czegoś nie potraficie bo pierwsza próba wam nie wyszła. próbujcie dalej, sprawdzajcie co wam się podoba a co nie. może życie nie postawi wam uwagi na pierwszej stronie, ale na bank będzie żyło wam się lepiej ze świadomością, że pierwszy raz jest tylko jeden, później będzie łatwiej.
trzymam kciuki za wszystkie wasze pierwszaki i za was, rodziców, którzy (tak jak ja) przeżywają pójście dziecka do szkoły bardziej niż ono samo. dacie radę! (i my też)